Gonzo prawda

Ziemowit Szczerek odwiedził Szczecin i okolice, a potem opisał to w cyklu gonzo w „Polityce”. W bieżącym numerze redakcja opublikowała pełne oburzenia listy od mieszkańców Szczecina, którym się relacja Ziemowita nie podobała i są straszne.

Pomyślałem, że zajmę stanowisko przeklejając po prostu rozmowę z czatu, jaką odbyłem z kolegą na świeżo po lekturze Szczerkowych relacji.

mrw
tymczasem Szczerek w Polityce opisał Pomorze Zach. 
i pierwszy raz mogę zweryfikować te jego obserwacje
no więc ten cykl polityki
co go wysyłają
to trochę wychodzi "turysta z tezą"
i widać jak on te klisze ze sobą wozi
o ile Szczecin jako tako rozpracował
to już mniejsze miasta odjebał z szablonu 
i to trochę takie, no
kolega_mrw
a może małe miasta w Polsce są z szablonu?
mrw
jedyne co ludzie będą wiedzieć o Policach 
to że jest tam stacja benzynowa na której 
Szczerek widział kolesia z suvem z literkami D i PL
jakie on miał szczęście go spotkać, 
spędziłem tam pół życia i nie widziałem

nie wiem czy są 
np. Police mają trochę Historię
kolega_mrw
jakaś fabryka trująca, nie?
mrw
pt. obóz pracy, fabryka paliw, naloty aliantów
wiesz jak ja się dziwię chodząc po lesie 
w którym *nie ma* lejów po bombach?
bo policki to lej przy leju
kolega_mrw
no ale po tylu latach to jusz porosło, nie? 
dla niezorientowanego natura as usual? czy nie?
also jak on jeździ, jak to wygląda, 
dostaje pincet na weekend i prikaz przywieś historię z prowincji?
nie zajrzałem do tego jeszcze
a polityki nie paczę
mrw
tak, wiadomo, to nie są rzeczy, które ktokolwiek 
jest w stanie zauważyć przelotem
ale jak opisał Świnoujście no to już tak trochę, dude, przestań
kolega_mrw
ja mam takie wyobrażenie, że 3 niemieckie domy na krzyż, 
trochę pola zalanego wodą i morze
mrw
ja rozumiem że mu wygodnie napisać 
taką figurę enerdowca który tam wpada 
i wygląda jak enerdowski piłkarz
kolega_mrw
nie wiem, czy w życiu widziałem jakies zdjęcie ze świnoujścia
mrw
ale widziałeś fotki -- plaża dla psów 
i bar plażowy typu surfer
na moim wallu widziałeś
kolega_mrw
aha
mrw
to jest piękne niemieckie miasteczko pełne niemieckich emerytów
kolega_mrw
ale co to właściwie jest resort, city, town, vilage, sioło?
wielkość
mrw
to jest ausgerechnet KURORT
ale ma oprócz tego parę osiedli i wchuj wielki port z promami 
i marynarkę wojenną
kolega_mrw
tzw Wody?
och, lol
mrw
ja, wody
kolega_mrw
kurort z marynarką wj, sounds like fun
mrw
tak
możesz się tam dostać jedynie wodą
albo przez niemce
kolega_mrw
Niemiec może sucho stopą?
mrw
tak
kolega_mrw
no to powinno byc ich
mrw
Niemiec sobie nawet kolejkę dociągnął
to jest ich, tak jak idziesz i jest smażalnia 
to mnie kolo po niemiecku rybę proponował
kolega_mrw
bo się nosisz jak Niemiec
i rozmiar też masz niesłowiański
mrw
bo mam chlebak z napisem BERLIN
każdy Niemiec taki ma
kolega_mrw
każdy Rosjanin pewnie też, od 1945
mrw
anyhow nie mam żalu do Szczerka 
tylko zacząłem się ogólnie zastanawiać na tymi narracjami
i że to gonzo to robi takie wrażenie na ludziach 
że o wreszcie jakaś prawda a to nigdy nie jest prawda
kolega_mrw
ale on zaznacza, przynajmniej w Ukrainie, ze nieprawda
mrw
a tu chyba nie

No i sam w końcu nie wiem, drodzy czytelnicy, czy jak czytacie gonzo to macie wrażenie, że to jest „tak jest naprawdę”, czy wręcz przeciwnie, macie świadomość, że zwykle to zbiór złośliwych i niesprawiedliwych obserwacji uprzedzonego turysty?

IMG_0103.JPG

Szczecin-Warszawa, 5:11

Kot idzie po szynie, taki monorail cat, skrzyżowanie szynobusu z kotobusem, tor drugi, peron drugi w zgentryfikowanym dworcu Szczecin Dąbie. Michaśka w „Drwalu” odmalował ruderę taką, wszystko przemija, teraz zamiast bezdomnych jest darmowe wi-fi i elegancka taśma regulująca nieistniejącą o tej porze kolejkę do okienka kasy biletowej Intercity.

Chcę zrobić kotu zdjęcie, wychodzi rozmazane, a stukot kółek walizki na peronowym bruku go płoszy, co przyjmuję z ulgą; wszystkie możliwe przyszłości, w których kot zostaje skonfrontowany z pociągiem, giną.

IMG_9761.JPG

Dziesięć minut później siedzę na moim miejscu i się lenię: powinienem podsłuchiwać, o czym rozmawiają dwie kobiety w błękitnych koszulach i apaszkach siedzące po lewej stronie bezprzedziałowego wagonu, przecież to może być kopalnia literatury, początek dialogu („Wydaje mi się czasem, że jesteśmy głupsze”) jest obiecujący, ale mi się nie chcę, wtykam sobie w uszy słuchawki i co tam znajdę na iPodzie pożyczonym od żony, ach, proszę, Mumford&Sons, dobre na taki chłodny poranek, mandolina koi.

Podjeżdza wózek z kawą, ściszam muzykę, sąsiadki z przeciwka biorą białą, ja proszę o czarną bez cukru. Kiedyś chyba dawali wafelka do tego? Taka mała kawa-na-wynos, gorąca, mówi pani, proszę uważać, uważam zatem, cyk, mandolima, ogrzewam sobie dłonie kawą, i rozmyślam o smutku, bo ten mały kubeczek niesie w sobie cały smutek poranka i rozłąki. Wtem radiowęzeł skrzeczy zapowiedzią następnej stacji, co sprawia, że jedna z kobiet podrywa się w niekontrolowany sposób i strąca swoją kawę z rozkładanego stoliczka, na szczęście oblewa tylko torebkę, a nie siebie. Odczuwam bezsilność wobec tego wypadku, więc odwracam wzrok w stronę okna, Mumford śpiewa akurat refren „Lover of the light”, wstaje słońce, zaczyna się nowy dzień, wyciągam więc netbooka i piszę notkę z podróży, zakładając, że więcej nie zdarzy się nic.