Sen 2/1/15

Śniło mi się, że czytam satyryczne prawicowe opowiadanko o ateiście, który poszedł do nieba. I nie, że siedzę i mam u c z u c i e czytania, nie, normalnie litery w druku, metafory, zdania, wszystko pamiętam.

Nie czytałem go wcześniej, więc zwyczajnie sam je tym snem napisałem.

Wielka gra

Notatka na marginesie

Młody berlińczyk – oni są zawsze młodzi, odkąd skończyłem trzydziestkę – czeka w kolejce z dziewczyną, trzyma w ręku książkę, grubą, białą, z tytułem wypisanym wielkimi niebieskimi literami, nowe wydanie, stare miało inny tytuł – „Das große Spiel”. Z tyłu okładki wielki blurb pyta „CZY DZIECKO MOŻE OCALIĆ ŚWIAT?”. Chciałbym mu powiedzieć, że to mowa obrończa Hitlera, ale nie mówię. Ogólnie częściej zdarza mi się milczeć niż odzywać.

Mieli zacząć wpuszczać pięć minut temu, nie zaczną jeszcze przez kwadrans, zatem młodzieniec otwiera książkę, czyta, a potem woła dziewczynę, i pokazuje jej jakieś piękne zdanie, ona nie podziela zachwytu, „brakuje mi kontekstu”, tłumaczy się.

Cronut

Notatka na marginesie

Zwykle śnią mi się wojny, pociągi, nieistniejące sklepy pełne starych i nieistniejących zestawów Lego i wielki Szczecin, przecudna metamorfoza tego prawdziwego, zawsze ta sama, mógłbym mapę narysować.

Ale dziś, na chwilę przed przebudzeniem, przyśniło mi się, że chodzę po mieście w poszukiwaniu Cronuta. I nie mogłem zrozumieć, dlaczego żaden z cukierników nie wpadł na to, żeby go mieć w ofercie; zbudziłem się, i nadal nie rozumiem.

Bym

Notatka na marginesie

Reklamy banku na mieście zachęcają do brania kredytów hasłem „Nie ma -bym” i przykładowymi świadectwami „kupiłabym nowy aparat”.

Z pierwszoosobowego „kupiłabym” robi się trzecioosobowe „kupiła”; wraz z wzięciem kredytu twoje „ja” przechodzi na własność banku. I nawet się z tym nie kryją.

Cisza wyborcza

Notatka na marginesie

Miałem wczoraj chwilę „na mieście”, usiadłem więc w kawiarni, otworzyłem Worda i jedyne co napisałem to „Idzie burza.”

Bo szła burza, zwiastowana ciężkim powietrzem i lekkim wiatrem, a potem przyszła, więc już nic mi się nie chciało, pograłem sobie wieczorem w „The Cave”, taką przygodową platformówkę, która jest dekonstrukcją przygodówek.

I pewnie od tej burzy i tej gry przed snem śniły mi się całą noc, jak to mówi mama, głupoty.

Całego snu nie opowiem (byli tam m.in. amerykańscy szpiedzy ewakuujący się śmigłowcem, hm, to może akurat od „Transformersów 3”); ale zakończył się scenką ciszy wyborczej: festynem przedwyborczym, w czasie którego nie wolno było emitować haseł ani nazwisk kandydatów, więc zamiast tego na plakatach, telebimach i w radiowęźle było widać i słychać obelgi pod adresem niesprecyzowanych przeciwników, takie jak „faszyści” i „cebulaki”.

Król gołębi

Notatka na marginesie

Król gołębi nosi kolię z wydziubanej — została sama skórka — kromki chleba. Paraduje w niej dumnie. Przechodzący człowiek się przejmuje, że król pewnie nie umie zdjąć tej pięknej ozdoby. A on po prostu nie chce, ofiarowanej pomocy nie przyjmuje. Zdjęcia też nie chce. Ucieka przed obiektywem. Jeszcze inni zobaczą na facebooku, przyjdą i zabiorą.

Zaginiona arka

Notatka na marginesie

Albo gdy uświadamiasz sobie, że na początku „Poszukiwaczy zaginionej arki” Indiana Jones umiera postrzelony zatrutą strzałką przez krajowców, w agonii halucynując swoje bohaterskie przygody, fantazjuje o młodych studentkach oraz powrocie do dziewczyny, którą kiedyś skrzywdził i odkupieniu: tylko tak można wytłumaczyć fakt, że facet traktuje biblijne legendy jako „historię”, chociaż doskonale powinien wiedzieć, że została zmyślona.