Wszystko jest toksyczne

Wiosną, jak głosi banał, wszystko budzi się do życia. A dziś co nie spojrzę, to trupek: żaba, od dawna nieżywa, bo wysuszona na wiórek, wygląda jak rozjechana piracka figurka rycerza Jedi z lat 80.; zwłoki myszy zwiastowane przez chmarę much, wreszcie kaczor, porzucony w krzakach, któremu jakieś zwierzę, pies pewnie, rozszarpało brzuch, leży jakby wisiał.

Gdy widzę martwe ptaki, rowerem mijałem niedawno nieżywego gołębia, myślę o phildickowej apokalipsie; najpierw umarły ptaki.

Wiosna, czytam gazety, wszystko jest toksyczne. Kobieta w kawiarni zamawia Ice Tea, tylko żeby była ciepła, prosi.

Rzeczy duchowe

Siedzę sobie i piszę, kiedy przez muzykę przekrada się monolog prowadzony monotonnym głosem.

— Tato – próbuje przerwać dziewczynka — obiecałeś mi lalkę. Obiecałeś?

— Nie myśl o materialnych rzeczach — tato kontynuuje wykład — myśl o rzeczach duchowych, relacjach, o tym, że razem tu jesteśmy…

Tu, tzn. w Burger Kingu. Pozdrawiam.

Gra

Początek roku skłania do podejmowania śmiałych planów, jak i odcinania zdrewniałych narośli — cały czas zastanawiam się, co zrobić z blogiem „Pattern Recognition”. 

nieofurrysach

Zadowolony czytelnik wygląda tak.

Ciągle przy okazji różnych facebookowych dyskusji okazuje się, że mam o czymś notkę (tag #mamotymnotkę), dziś przyszła za tym refleksja — może blogowanie jest gra, a ją przeszedłem?

Ciekawe, czy da się przejść i wygrać jakieś inne „gry”, np. facebooka?

Robaki

— Ale ja wiem, co czeka nas po śmierci — mówię, zerkając na tytuły artykułów w oferowanej mi „Strażnicy” — zjedzą nas robaki.
— Nie, nie! — zaprzecza sympatyczna staruszka.
— Tak, tak, robaki — potwierdzam i idę dalej, strasznie z siebie zadowolony, i dopiero po kilku krokach uświadamiam sobie, że nie miałem racji, jest jeszcze kremacja.

Sześciu króli

Przez to, że tzw. „trzech króli” wypada 6 stycznia, ciągle zlewa mi się w święto 6 króli.

Więc zacząłem się zastanawiać, a co jeśli w tej bajce byłoby ich sześciu? To kim by była pozostała trójka? Rychu, Zdzichu i Bogusław (Lech, Czech i Rus? Hyzio, Dyzio i Zyzio?), którzy przytaszczyli jakieś użyteczne prezenty — paczkę pieluch jednorazowych, chusteczki dla niemowląt, śpioszki. Albo zaspali.

Albo stwierdzili, że dalej nie jadą i zostali w jakimś motelu po drodze do Betlejem. Dziś ich gipsowe posągi są jedyną atrakcją turystyczną jakiegoś podupadłego miasteczka.

Sen 2/1/15

Śniło mi się, że czytam satyryczne prawicowe opowiadanko o ateiście, który poszedł do nieba. I nie, że siedzę i mam u c z u c i e czytania, nie, normalnie litery w druku, metafory, zdania, wszystko pamiętam.

Nie czytałem go wcześniej, więc zwyczajnie sam je tym snem napisałem.

2014

O roku, uff.

Rok temu napisałem na tamtym blogu:

W nowy rok wchodzę z nadzieją, że będzie lepszy; że zbiorę owoce dotychczasowej udręki, czego i Wam życzę.

I faktycznie, spędziłem 2014 na owocnych żniwach. Wyszedł „Jetlag”, wydałem publicystyczny zbiorek „Jeśli zginiesz w grze, zginiesz naprawdę”, moje opowiadanie „Miłość w czasach nienawiści” (link w poprzedniej noci) ukazało się na papierze, wygrałem turniej jednego wiersza i zaprezentowałem go na nocy poetyckiej w Krakowie. Oprócz Krakowa odwiedziłem Warszawę (w tym Radio Dla Ciebie i TVP Kultura), Wrocław, Łódź, Gdańsk i Polcon w Bielsku-Białej. Napisałem kilka artykułów dla wyborcza.pl. Poznałem całą masę wspaniałych ludzi. Zapuściłem brodę. Zapuściłem dwa blogi, przepraszam, postaram się coś z tym zrobić!

Strasznie się zmęczyłem, ale jestem też strasznie szczęśliwy.

Soundtrack

Słucham sobie starych piosenek Marina&The Diamonds, w oczekiwaniu na nową płytę.

Dzięki czemu przystanek przed celem, gdy dostrzegam dziewczynę, która siedzi i bawi się włosami, kręcąc loka z długaśnego kosmyka, z całym poniedziałkowym dąsem wypisanym na twarzy odbijającej się delikatnie w szybie tramwaju, iPod pozwala przeczytać mi w jej myślach:

[Download]

Gonzo prawda

Ziemowit Szczerek odwiedził Szczecin i okolice, a potem opisał to w cyklu gonzo w „Polityce”. W bieżącym numerze redakcja opublikowała pełne oburzenia listy od mieszkańców Szczecina, którym się relacja Ziemowita nie podobała i są straszne.

Pomyślałem, że zajmę stanowisko przeklejając po prostu rozmowę z czatu, jaką odbyłem z kolegą na świeżo po lekturze Szczerkowych relacji.

mrw
tymczasem Szczerek w Polityce opisał Pomorze Zach. 
i pierwszy raz mogę zweryfikować te jego obserwacje
no więc ten cykl polityki
co go wysyłają
to trochę wychodzi "turysta z tezą"
i widać jak on te klisze ze sobą wozi
o ile Szczecin jako tako rozpracował
to już mniejsze miasta odjebał z szablonu 
i to trochę takie, no
kolega_mrw
a może małe miasta w Polsce są z szablonu?
mrw
jedyne co ludzie będą wiedzieć o Policach 
to że jest tam stacja benzynowa na której 
Szczerek widział kolesia z suvem z literkami D i PL
jakie on miał szczęście go spotkać, 
spędziłem tam pół życia i nie widziałem

nie wiem czy są 
np. Police mają trochę Historię
kolega_mrw
jakaś fabryka trująca, nie?
mrw
pt. obóz pracy, fabryka paliw, naloty aliantów
wiesz jak ja się dziwię chodząc po lesie 
w którym *nie ma* lejów po bombach?
bo policki to lej przy leju
kolega_mrw
no ale po tylu latach to jusz porosło, nie? 
dla niezorientowanego natura as usual? czy nie?
also jak on jeździ, jak to wygląda, 
dostaje pincet na weekend i prikaz przywieś historię z prowincji?
nie zajrzałem do tego jeszcze
a polityki nie paczę
mrw
tak, wiadomo, to nie są rzeczy, które ktokolwiek 
jest w stanie zauważyć przelotem
ale jak opisał Świnoujście no to już tak trochę, dude, przestań
kolega_mrw
ja mam takie wyobrażenie, że 3 niemieckie domy na krzyż, 
trochę pola zalanego wodą i morze
mrw
ja rozumiem że mu wygodnie napisać 
taką figurę enerdowca który tam wpada 
i wygląda jak enerdowski piłkarz
kolega_mrw
nie wiem, czy w życiu widziałem jakies zdjęcie ze świnoujścia
mrw
ale widziałeś fotki -- plaża dla psów 
i bar plażowy typu surfer
na moim wallu widziałeś
kolega_mrw
aha
mrw
to jest piękne niemieckie miasteczko pełne niemieckich emerytów
kolega_mrw
ale co to właściwie jest resort, city, town, vilage, sioło?
wielkość
mrw
to jest ausgerechnet KURORT
ale ma oprócz tego parę osiedli i wchuj wielki port z promami 
i marynarkę wojenną
kolega_mrw
tzw Wody?
och, lol
mrw
ja, wody
kolega_mrw
kurort z marynarką wj, sounds like fun
mrw
tak
możesz się tam dostać jedynie wodą
albo przez niemce
kolega_mrw
Niemiec może sucho stopą?
mrw
tak
kolega_mrw
no to powinno byc ich
mrw
Niemiec sobie nawet kolejkę dociągnął
to jest ich, tak jak idziesz i jest smażalnia 
to mnie kolo po niemiecku rybę proponował
kolega_mrw
bo się nosisz jak Niemiec
i rozmiar też masz niesłowiański
mrw
bo mam chlebak z napisem BERLIN
każdy Niemiec taki ma
kolega_mrw
każdy Rosjanin pewnie też, od 1945
mrw
anyhow nie mam żalu do Szczerka 
tylko zacząłem się ogólnie zastanawiać na tymi narracjami
i że to gonzo to robi takie wrażenie na ludziach 
że o wreszcie jakaś prawda a to nigdy nie jest prawda
kolega_mrw
ale on zaznacza, przynajmniej w Ukrainie, ze nieprawda
mrw
a tu chyba nie

No i sam w końcu nie wiem, drodzy czytelnicy, czy jak czytacie gonzo to macie wrażenie, że to jest „tak jest naprawdę”, czy wręcz przeciwnie, macie świadomość, że zwykle to zbiór złośliwych i niesprawiedliwych obserwacji uprzedzonego turysty?

IMG_0103.JPG

Szczecin-Warszawa, 5:11

Kot idzie po szynie, taki monorail cat, skrzyżowanie szynobusu z kotobusem, tor drugi, peron drugi w zgentryfikowanym dworcu Szczecin Dąbie. Michaśka w „Drwalu” odmalował ruderę taką, wszystko przemija, teraz zamiast bezdomnych jest darmowe wi-fi i elegancka taśma regulująca nieistniejącą o tej porze kolejkę do okienka kasy biletowej Intercity.

Chcę zrobić kotu zdjęcie, wychodzi rozmazane, a stukot kółek walizki na peronowym bruku go płoszy, co przyjmuję z ulgą; wszystkie możliwe przyszłości, w których kot zostaje skonfrontowany z pociągiem, giną.

IMG_9761.JPG

Dziesięć minut później siedzę na moim miejscu i się lenię: powinienem podsłuchiwać, o czym rozmawiają dwie kobiety w błękitnych koszulach i apaszkach siedzące po lewej stronie bezprzedziałowego wagonu, przecież to może być kopalnia literatury, początek dialogu („Wydaje mi się czasem, że jesteśmy głupsze”) jest obiecujący, ale mi się nie chcę, wtykam sobie w uszy słuchawki i co tam znajdę na iPodzie pożyczonym od żony, ach, proszę, Mumford&Sons, dobre na taki chłodny poranek, mandolina koi.

Podjeżdza wózek z kawą, ściszam muzykę, sąsiadki z przeciwka biorą białą, ja proszę o czarną bez cukru. Kiedyś chyba dawali wafelka do tego? Taka mała kawa-na-wynos, gorąca, mówi pani, proszę uważać, uważam zatem, cyk, mandolima, ogrzewam sobie dłonie kawą, i rozmyślam o smutku, bo ten mały kubeczek niesie w sobie cały smutek poranka i rozłąki. Wtem radiowęzeł skrzeczy zapowiedzią następnej stacji, co sprawia, że jedna z kobiet podrywa się w niekontrolowany sposób i strąca swoją kawę z rozkładanego stoliczka, na szczęście oblewa tylko torebkę, a nie siebie. Odczuwam bezsilność wobec tego wypadku, więc odwracam wzrok w stronę okna, Mumford śpiewa akurat refren „Lover of the light”, wstaje słońce, zaczyna się nowy dzień, wyciągam więc netbooka i piszę notkę z podróży, zakładając, że więcej nie zdarzy się nic.