Któregoś dnia to miasto będzie należeć do mnie

„Któregoś dnia to miasto będzie należeć do mnie.”

Dopiero od znajomej dowiedziałem się, że kiedy w „Miłości w czasach nienawiści” Chrome patrzy na miasto i myśli, że kiedyś będzie należeć do niej, jest to nawiązanie do Świetlickiego.

Może znałem i zapomniałem? A może stworzyłem bohaterkę, która postawiona w takiej sytuacji nie mogła pomyśleć niczego innego, może każdy patrząc na nocne miasto i myśląć o przyszłości musi pomyśleć „Któregoś dnia to miasto będzie należeć do mnie.”

Ta chwila przychodzi w sobotę o poranku. Moje odbicie miga w witrynie zamkniętego sklepu, całe w czerni, poza różowymi conversami, kiedy pędzę ścieżką rowerową, i nagle słyszę w głowie głos „to miasto należy do mnie”, ale tylko dlatego, że jestem w nim sam, to nieprawda, nie jestem w nim sam, spotykam jeszcze parę osób, rowerzystów i psiarzy, ale czuję się, jakbym był sam, i myślę sobie o Świetlickim i o Chrome, i że w ogóle coś dużo myślę, a kiedy wjeżdżam w las Arkoński to jakbym się wbił w chmarę myśli, nagle szaleją mi idee, zdania, akapity, obrazy, kody, notki, aż nie wiem za co się najpierw złapać, aż wreszcie uświadamiam sobie, że ten cały czas, co nie jeździłem, bo miałem popsuty rower, to wcale nie byłem durny, tylko niedotleniony.