Małpy Parowskiego

parowski-maupy

Małpy Parowskiego widoczne choćby na tej okładce (polecam książkę, to niezwykle ciekawy zbiór publicystyki) to mem z „Czasu Fantastyki”. Symbolizują fantastów – otwartych i ciekawskich, klasyczne „trzy mądre małpy” z zamkniętymi oczami, uszami i ustami mają być zaś metaforą mainstreamowców.

Istnieje mniej popularna wersja memu z małpami. Oprócz „nie widzę nic złego, nie słyszę nic złego, nie mówię nic złego” występuje czwarta małpa, która „nie czyni złego” i zasłania sobie genitalia.

4maupy

Łatwo domyśleć się, jak wyglądałaby czwarta małpa w wersji z „Czasu Fantastyki”. A co by symbolizowała? Pewnie skłonność fantastów do wątków pornograficznych.

Gra

Początek roku skłania do podejmowania śmiałych planów, jak i odcinania zdrewniałych narośli — cały czas zastanawiam się, co zrobić z blogiem „Pattern Recognition”. 

nieofurrysach

Zadowolony czytelnik wygląda tak.

Ciągle przy okazji różnych facebookowych dyskusji okazuje się, że mam o czymś notkę (tag #mamotymnotkę), dziś przyszła za tym refleksja — może blogowanie jest gra, a ją przeszedłem?

Ciekawe, czy da się przejść i wygrać jakieś inne „gry”, np. facebooka?

Sen 2/1/15

Śniło mi się, że czytam satyryczne prawicowe opowiadanko o ateiście, który poszedł do nieba. I nie, że siedzę i mam u c z u c i e czytania, nie, normalnie litery w druku, metafory, zdania, wszystko pamiętam.

Nie czytałem go wcześniej, więc zwyczajnie sam je tym snem napisałem.

2014

O roku, uff.

Rok temu napisałem na tamtym blogu:

W nowy rok wchodzę z nadzieją, że będzie lepszy; że zbiorę owoce dotychczasowej udręki, czego i Wam życzę.

I faktycznie, spędziłem 2014 na owocnych żniwach. Wyszedł „Jetlag”, wydałem publicystyczny zbiorek „Jeśli zginiesz w grze, zginiesz naprawdę”, moje opowiadanie „Miłość w czasach nienawiści” (link w poprzedniej noci) ukazało się na papierze, wygrałem turniej jednego wiersza i zaprezentowałem go na nocy poetyckiej w Krakowie. Oprócz Krakowa odwiedziłem Warszawę (w tym Radio Dla Ciebie i TVP Kultura), Wrocław, Łódź, Gdańsk i Polcon w Bielsku-Białej. Napisałem kilka artykułów dla wyborcza.pl. Poznałem całą masę wspaniałych ludzi. Zapuściłem brodę. Zapuściłem dwa blogi, przepraszam, postaram się coś z tym zrobić!

Strasznie się zmęczyłem, ale jestem też strasznie szczęśliwy.

Pokolenie TL;DR

Googlam zawzięcie za recenzjami i wzmiankami, bo to jedna z najprzyjemniejszych rzeczy związanych z pisaniem: odciskanie swoich śladów w piaskach czasu.

Tędy trafiłem na serwis gikz.pl, gdzie internauta o nicku „furry” (hmm…) opisuje aktualny pakiet Bookrage.org, mój zbiór „Jeśli zginiesz w grze, zginiesz naprawdę” (proszę kupować, bo zbieram na iPhone szóste!) recenzując takimi słowami:

Teksty ewidentnie blogowe, dawkowane w małych porcjach, dobre pewnie dla pokolenia tl;dr. idealne do poczytania na smartfonie w tramwaju czy kolejce do okienka pocztowego.

I myślę sobie „czo ten internauta”; jakie znowu blogowe, jakie pokolenie tl;dr, toż to uczciwe felietony po siedem tysięcy znaków każdy (czasem zdarzy się jakiś nieco krótszy, czasem nieco dłuższy). Prasa papierowa upadła i #dziecisieci nie mają pojęcia, że np. „Świat wg. Orlińskiego” serwowany co tydzień w „Dużym Formacie” liczy sobie całe cztery tysiące ze spacjami?

Nawet nieuważnie obcując z powieścią „Jetlag” zauważy się długość rozdziałów; są one faktycznie dość krótkie (po 3-4 tysiące znaków, tak je sobie wymyśliłem z różnych przyczyn, których nie chcę teraz poddawać analizie), przez co wiele razy spotkałem się ze stwierdzeniem, że są one „blogowe” (co jest oczywiste, bo przecież mam bloga, a nawet dwa). A co jeśli przeciwieństwo jest prawdą? Mówiłem to już wiele razy i powtórzę: piszę zwarcie, bo nauczyłem się tak pisać w ciasnych przestrzeniach prasy papierowej, gdzie ideę czy historię trzeba upchać czasem w 3-4 tysiącach znaków (a czasem i w połowie tego), co wcale takie proste nie jest i zwyczajnie wymaga sprawności i dyscypliny intelektualnej.

To internet i blogi w szczególności pozwalają na puszczenie hamulców i tworzenie tekstów „za długie, nie przeczytam”. Skrót ów jest z lubością używany jako dowód upadku obyczajów i ach-ta-dzisiejsza-młodzież, ale znowu — to przeciwieństwo jest prawdą. Nigdy nie powiem „tl,dr” na długi, ale treściwy tekst, ale takich tekstów jest bardzo mało. Przeciętny wykwit blogowy to absurdalnie duża liczba znaków poświęcona na absurdalnie małą ilość kalorycznej treści (o ciekawej czy świeżej idei już przez grzeczność nie wspominam).

Zakończyłbym ten wpis apelem o to, żeby pisać „krótko i treściwie”, ale wątpię, żeby prawdziwe Pokolenie TL;DR — pokolenie internetowych, wodolejnych grafomanów — go posłuchało.

Soundtrack

Słucham sobie starych piosenek Marina&The Diamonds, w oczekiwaniu na nową płytę.

Dzięki czemu przystanek przed celem, gdy dostrzegam dziewczynę, która siedzi i bawi się włosami, kręcąc loka z długaśnego kosmyka, z całym poniedziałkowym dąsem wypisanym na twarzy odbijającej się delikatnie w szybie tramwaju, iPod pozwala przeczytać mi w jej myślach:

[Download]

Jeśli zginiesz w grze, zginiesz naprawdę

Jakoś nie mogę się ogarnąć, żeby blogować z „trasy”. Ale obiecuję, że jak wrócę, to walnę full gonzo, i filmiki, i anegdotki, i cały ten jazz.

Ale mam taką historyjkę, jak nocą wracając pijany z krakowskiego spotkania, gdzie z kwiatem tegorocznych debiutantów odpowiadaliśmy na pytania starszego kolegi (którego szczodre częstowanie wódką było zresztą przyczyną, że byłem pijany), wstąpiłem do McDonalda po jakąś przekąskę, bo to niedobrze tak na pusty brzuch; lokal był pełen młodzieży, jak na juwenaliach, w końcu był to pierwszy weekend roku akademickiego. I gdy tak czekałem po porcję frytek, zauważyłem dziewczynę, która wyglądała zupełnie jak Ramona ze „Scotta Pilgrima”. Miała włosy w kolorze morza i czerwoną szminkę.

ramonaZupełnie jak Ramona.

Więc powiedziałem „cześć” i spytałem czy się inspirowała Ramoną.

Powiedziała, że owszem, trochę.

Więc spytałem, nawiązując do koloru jej włosów, czy słyszała o seapunku.

– O sajpanku? – spytała.

– Seapunku – powtórzyłem. – Sea, jak morze.

– Nie – odpowiedziała – ale słyszałam o sajba ma nach.

– Sajba ma nach? – teraz ja, wciąż pijany, nie zrozumiałem.

– CYBERMANACH – powtórzyła wyraźniej.

– Aaa! – krzyknąłem – Doktor Who!

– No właśnie! – i pokazała mi swój szalik w Tardisy.

– Ojej, jaki śliczny – zachwyciłem się – A od kiedy oglądasz?

– No jak, od pierwszej serii, z Ecclestonem.

Pokazałem dwa kciuki aprobaty.

A potem poprosiłem ją o pozwolenie na zrobienia zdjęcia, obiecując, że nie wrzucę go do internetu, więc musicie mi uwierzyć na słowo. A potem zawołali ją znajomi, a ja dostałem moje frytki i magiczny moment przeminął.

A piszę o tym dlatego, że jeśli chcecie poczytać o Ramonie, seapunku, Cybermanach i wielu innych rzeczach, wystarczy nabyć – za co łaska – najnowszy pakiet bookrage.org. Obok zbioru felietonów papieża polskiej fantastyki, Macieja Parowskiego i tekstów z okazji COPYCAMP 2014 (w tym słynnego papieża internetu, Cory Doctorowa), znajdziecie tam zbiór mojej okołogrowej publicystyki (ze specjalną niespodzianką dla fanów „Jetlaga”) pt. „Jeżeli zginiesz w grze, zginiesz naprawdę”. Zapraszam&polecam!

mrw-gry-cover-vector

Gonzo prawda

Ziemowit Szczerek odwiedził Szczecin i okolice, a potem opisał to w cyklu gonzo w „Polityce”. W bieżącym numerze redakcja opublikowała pełne oburzenia listy od mieszkańców Szczecina, którym się relacja Ziemowita nie podobała i są straszne.

Pomyślałem, że zajmę stanowisko przeklejając po prostu rozmowę z czatu, jaką odbyłem z kolegą na świeżo po lekturze Szczerkowych relacji.

mrw
tymczasem Szczerek w Polityce opisał Pomorze Zach. 
i pierwszy raz mogę zweryfikować te jego obserwacje
no więc ten cykl polityki
co go wysyłają
to trochę wychodzi "turysta z tezą"
i widać jak on te klisze ze sobą wozi
o ile Szczecin jako tako rozpracował
to już mniejsze miasta odjebał z szablonu 
i to trochę takie, no
kolega_mrw
a może małe miasta w Polsce są z szablonu?
mrw
jedyne co ludzie będą wiedzieć o Policach 
to że jest tam stacja benzynowa na której 
Szczerek widział kolesia z suvem z literkami D i PL
jakie on miał szczęście go spotkać, 
spędziłem tam pół życia i nie widziałem

nie wiem czy są 
np. Police mają trochę Historię
kolega_mrw
jakaś fabryka trująca, nie?
mrw
pt. obóz pracy, fabryka paliw, naloty aliantów
wiesz jak ja się dziwię chodząc po lesie 
w którym *nie ma* lejów po bombach?
bo policki to lej przy leju
kolega_mrw
no ale po tylu latach to jusz porosło, nie? 
dla niezorientowanego natura as usual? czy nie?
also jak on jeździ, jak to wygląda, 
dostaje pincet na weekend i prikaz przywieś historię z prowincji?
nie zajrzałem do tego jeszcze
a polityki nie paczę
mrw
tak, wiadomo, to nie są rzeczy, które ktokolwiek 
jest w stanie zauważyć przelotem
ale jak opisał Świnoujście no to już tak trochę, dude, przestań
kolega_mrw
ja mam takie wyobrażenie, że 3 niemieckie domy na krzyż, 
trochę pola zalanego wodą i morze
mrw
ja rozumiem że mu wygodnie napisać 
taką figurę enerdowca który tam wpada 
i wygląda jak enerdowski piłkarz
kolega_mrw
nie wiem, czy w życiu widziałem jakies zdjęcie ze świnoujścia
mrw
ale widziałeś fotki -- plaża dla psów 
i bar plażowy typu surfer
na moim wallu widziałeś
kolega_mrw
aha
mrw
to jest piękne niemieckie miasteczko pełne niemieckich emerytów
kolega_mrw
ale co to właściwie jest resort, city, town, vilage, sioło?
wielkość
mrw
to jest ausgerechnet KURORT
ale ma oprócz tego parę osiedli i wchuj wielki port z promami 
i marynarkę wojenną
kolega_mrw
tzw Wody?
och, lol
mrw
ja, wody
kolega_mrw
kurort z marynarką wj, sounds like fun
mrw
tak
możesz się tam dostać jedynie wodą
albo przez niemce
kolega_mrw
Niemiec może sucho stopą?
mrw
tak
kolega_mrw
no to powinno byc ich
mrw
Niemiec sobie nawet kolejkę dociągnął
to jest ich, tak jak idziesz i jest smażalnia 
to mnie kolo po niemiecku rybę proponował
kolega_mrw
bo się nosisz jak Niemiec
i rozmiar też masz niesłowiański
mrw
bo mam chlebak z napisem BERLIN
każdy Niemiec taki ma
kolega_mrw
każdy Rosjanin pewnie też, od 1945
mrw
anyhow nie mam żalu do Szczerka 
tylko zacząłem się ogólnie zastanawiać na tymi narracjami
i że to gonzo to robi takie wrażenie na ludziach 
że o wreszcie jakaś prawda a to nigdy nie jest prawda
kolega_mrw
ale on zaznacza, przynajmniej w Ukrainie, ze nieprawda
mrw
a tu chyba nie

No i sam w końcu nie wiem, drodzy czytelnicy, czy jak czytacie gonzo to macie wrażenie, że to jest „tak jest naprawdę”, czy wręcz przeciwnie, macie świadomość, że zwykle to zbiór złośliwych i niesprawiedliwych obserwacji uprzedzonego turysty?

IMG_0103.JPG

Nie mam na to hashtaga

Kiedy wstaję i podchodzę do pierwszych drzwi, akurat całe 10% mózgu mam pochłonięte rozmyślaniem nad faktem, że zwrotka piosenki „A Little Party Never Killed Nobody” z soundtracku „Wielkiego Gatsby’ego” w ogóle nie ma związku z refrenem, chwytam się rurki i zstępuję na schodek, i wtedy motornicza się obraca w moją stronę i coś mówi, ale ja nie słyszę co, bo Fergie właśnie próbuje przekonać swojego „sweet baby”, że mała prywatka? impreza? (myślę sobie na odpowiednim polskim słowem) jeszcze nikogo nie zabiła, więc dopiero po ułamku sekundy wpadam w poczucie winy i próbuję zrozumieć co przeskrobałem, że jest do mnie mówione, drzwi raczej działają, wsiadałem nimi, czy nie wolno za rurkę łapać, czy stać na schodku, bez sensu, dziwię się, a ona znów coś mówi, więc wyciągam słuchawkę i wyciągam szyję w stronę kabiny, żeby lepiej usłyszeć, ale zamiast tego lepiej widzę — słuchawkę i kabelek z mikrofonem ginący w kieszeni, gdzie jest podłączony do telefonu, przez który z kimś rozmawia, w ogóle nie zwracając na mnie uwagi, tramwaj staje, ja wysiadam, Fergie śpiewa, ale jej już nie słucham, pochłonięty myślami nad cyfrowymi murami oddzielającymi człowieka od człowieka.